Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Kryzys najbardziej widać w domu

  • Dział: Społeczeństwo

Kryzys_okladka_400_2„Polska to zielona wyspa na mapie Europy” – w taki sposób rządowi ekonomiści nazwali nasz kraj, odnosząc się do dobrej kondycji polskiej gospodarki w czasach trawiącego całą Europę kryzysu 2009 roku [1]. Dodatni Produkt Krajowy Brutto i stosunkowo niskie bezrobocie miały dowieść, że recesja przebiegła w Polsce łagodnie [2]. Rzeczywistość widziana z okien rządowego samochodu, który przemieszcza się reprezentacyjnymi arteriami stolicy z ulicy Belwederskiej do zamożnych dzielnic, w jakich zazwyczaj mieszkają rządowi notable, także zdawała się potwierdzać ten stan rzeczy.

Przechadzając się warszawskim Nowym Światem można mieć głębokie przekonanie, że Polacy żyją w dobrobycie. Kiedy jednak przyjrzymy się innym aspektom życia obywateli i obywatelek dostrzeżemy, że to tylko główne ulice stolicy zasługują na miano „zielonych wysp”, i to od frontu, bo już wchodząc w  podwórka kamienic widać, że jest to stwierdzenie nieco na wyrost.

Aby rzetelnie ocenić jakość życia mieszkańców w czasach spowolnienia gospodarczego konieczne jest podejście łączące wskaźniki makro- i mikroekonomiczne. To metodologiczne założenie jest także niezbędne do oceny skutków kryzysu pod kątem płci (analiza wpływu na płeć – gender impact assessment). Dlatego w niniejszym artykule przyjrzę się tym wymiarom życia, które wymykają się wskaźnikom najczęściej stosowanym przez polityków oraz ekonomistów głównego nurtu (Produkt Krajowy Brutto, kwota deficytu budżetowego czy stopa bezrobocia)[3].

Przedmiotem mojej analizy nie będzie rynek pracy – wątek najczęściej podejmowany w kontekście kobiet, ale sfera gdzie społeczeństwo odtwarza się za pomocą mechanizmów reprodukcji społecznej – sfera prywatna. Na podstawie różnych danych naszkicuję sytuację, w jakiej znajdują się kobiety oraz zwrócę uwagę na te posunięcia państwa, które cedują na nie obowiązki troski i opieki[4], przesuwając granicę odpowiedzialności państwa za życie i zdrowie obywateli.

Bezrobocie strukturalne dotknęło w większym stopniu mężczyzn niż kobiety

Popularny wskaźnik ekonomiczny – stopa bezrobocia pokazuje, że na rynku pracy to mężczyźni są pierwszymi ofiarami zapaści gospodarczej. Dane GUS podają, że od 2008 roku ogólna liczba bezrobotnych stale rośnie, jednak urzędy pracy odnotowują liczniejszy napływ mężczyzn. W końcu marca 2010 r. liczba bezrobotnych wyniosła 20767 tys. osób (w tym 1016,0 tys. kobiet). W porównaniu z IV kwartałem 2009 r., populacja pozostających bez pracy mężczyzn zwiększyła się o 134,4 tys. (tj. 14,5 proc.), kobiet o 49,6 tys. (tj. 5,1 proc.). Również w stosunku do marca 2009 roku liczba mężczyzn zarejestrowanych w urzędach pracy zwiększyła się o 215,8 tys. (tj. o 25,5 proc.), a liczba kobiet o 102,1 tys., (tj. o 11,2 proc.). Poniższa tabela wskazuje, że nawet w latach, kiedy stopa bezrobocia była znacznie większa niż dzisiaj, ilość bezrobotnych mężczyzn była mniejsza niż kobiet. W 2010 roku pierwszy raz od czasu prowadzenia przez GUS danych z podziałem na płeć jesteśmy świadkami większego odsetka bezrobotnych mężczyzn niż kobiet.

 

 

2004

I kwartał

2005

I kwartał

2006

I kwartał

2007

I kwartał

2008

I kwartał

2009

I kwartał

2010

I kwartał

Bezrobotni rejestrowani (w tysiącach osób)

3265,8

3052,6

2822

2232,5

1702,2

1758,8

2076,7

Mężczyźni (w tysiącach osób)

1617,5

1487,9

 

1336,6

982

730,7

844,8

1060,7

kobiety (w tysiącach osób)

1648,2

1564,7

1485,4

1250,4

971,5

914

1016

Stopa bezrobocia (proc.)

20,4

19,2

17,8

14,3

11,1

11,1

12,9

Źródło: Bezrobocie rejestrowane I kwartał 2005 r., Główny Urząd Statystyczny, Warszawa 2005, str. 13; Bezrobocie rejestrowane I kwartał 2006 r., Główny Urząd Statystyczny, Warszawa 2006, str. 13; Bezrobocie rejestrowane I kwartał 2007 r., Główny Urząd Statystyczny, Warszawa 2007, str. 13; Bezrobocie rejestrowane I kwartał 2008 r., Główny Urząd Statystyczny, Warszawa 2008, str. 13; Bezrobocie rejestrowane I kwartał 2010 r., Główny Urząd Statystyczny, Warszawa 2010, str. 13

 

Jedną z przyczyn większego strukturalnego bezrobocia wśród mężczyzn jest to, że globalny kryzys ekonomiczny dotknął przede wszystkim branże zmaskulinizowane. Na liście tej znajduje się m. in. branża przemysłowa, motoryzacyjna, metalurgiczna, energetyczna. Zestawienie GUS pokazuje, że spadek zatrudnienia odnotowano w następujących sekcjach: przetwórstwo przemysłowe; transport i gospodarka magazynowa; wytwarzanie i zaopatrywanie w energię elektryczną, gaz, parę wodną i gorącą wodę; budownictwo; działalność finansowa i ubezpieczeniowa; rolnictwo; leśnictwo; łowiectwo i rybactwo; obsługa rynku nieruchomości; administrowanie i działalność wspierająca;  edukacja.[5]

Czy to oznacza, że kryzys jest rodzaju męskiego? Prawdopodobnie moglibyśmy z taką refleksją pozostać, gdybyśmy zatrzymali się na stopie bezrobocia jako jedynym tropie naszej analizy gospodarczej.

Kryzys na rynku = kryzys ekonomii opieki

Kiedy zarówno mężczyźni jak i kobiety tracą pracę albo kiedy zostają zmniejszone ich wynagrodzenia lub wymiar czasu pracy - nieuchronnie oznacza to spadek dochodów w całym gospodarstwie domowym. Kurczą się środki na wydatki konsumpcyjne, a rodziny muszą podjąć decyzję o wprowadzeniu oszczędności. W budżecie domowym są takie pozycje kosztów, których uniknąć się nie da: są to czynsz, opłaty za media, podstawowe produkty spożywcze. Zaoszczędzić można natomiast rezygnując z dodatkowych, płatnych zajęć pozalekcyjnych dla dziecka, czy wizyt pielęgniarki lub pielęgniarza, opiekującego się niesprawnym członkiem rodziny. Nie oznacza to jednak, że potrzeby związane z tego rodzaju czynnościami przestają istnieć. Ktoś przecież dalej musi wytłumaczyć dziecku zasady arytmetyki, podobnie jak musi znaleźć się osoba, która umyje obłożnie chorego rodzica. Badania pokazują, że w ramach gospodarstw domowych podział ról jest jednoznaczny – zajmują się tym przede wszystkim kobiety. Choć w Polsce nie istnieją specyficzne statystyki dotyczące budżetów czasu w okresach kryzysu, możemy posłużyć się danymi z lat 2003 – 2004, zakładając, że jest to obszar, który nie uległ radykalnym przemianom obyczajowym[6].

Obowiązki wychowawcze i opiekuńcze

W Polsce ponad 90 proc. kobiet i mężczyzn uważa, że opieka nad dzieckiem jest przede wszystkim zadaniem kobiet. Prawie wszystkie kobiety (99,56 proc.) będące w związkach i posiadające dzieci w wieku do 17 lat, wykonują zajęcia i prace domowe. Czynności związane z funkcją opiekuńczo – wychowawczą zajmują kobietom od pół do kilkunastu godzin dziennie[7]. Wśród mężczyzn w analogicznej sytuacji 11 proc. nie wykonuje żadnych czynności związanych z prowadzeniem domu i wychowaniem dzieci[8]. Badania europejskie wskazują, że nawet gdy mąż jest bezrobotny, jego pracująca w pełnym wymiarze czasu żona wykonuje większość prac domowych[9].

Każdego dnia na pomoc dziecku w nauce znajduje czas 67,7 proc. mam, 17,9 proc. ojców. Jedna czwarta ojców przyznaje, że prawie wcale bądź nigdy nie odrabia z dzieckiem lekcji[10]. Nieco innymi danymi posługuje się GUS – 13,9 proc. kobiet i 4,1 proc. mężczyzn poświęca dziecku czas na naukę w domu[11]. Niezależnie od rozbieżności na poziomie ogólnych procentów występujące w tych dwóch badaniach, nadal widać znaczące dysproporcje pomiędzy odsetkiem kobiet i mężczyzn wykonujących konkretne czynności wychowawcze. Autorki pierwszej publikacji wskazują, że „wiek, miejsce zamieszkania i wykształcenie nie mają istotnego wpływu na rozkład wyników, co może być argumentem przemawiającym za tezą, iż kulturowy skrypt bycia matką w jednakowy sposób obowiązuje wszystkie kobiety”. Warto także dodać, że szacunkowy czas trwania tych czynności wynosi około 50 minut dziennie.

Czy ilość godzin poświęcana na te obowiązki może ulec zmianie w wyniku kryzysu ekonomicznego? Z badania przeprowadzonego przez CBOS wynika, że w 2009 roku tylko co trzeci rodzic posłał dziecko na zajęcia dodatkowe, a wydatki na korepetycje spadły aż o 25 proc.. Według szacunków Instytutu Spraw Publicznych, w 2007 roku korepetycje brał co drugi polski uczeń lub uczennica, a wartość rynku usług edukacyjnych świadczonych poza szkołą szacowana była na 840 mln zł. W 2009 r. 68 proc. rodziców zrezygnowało z zajęć dodatkowych dla dzieci (5 proc. więcej niż w roku poprzednim). Na fakultatywne zajęcia artystyczne uczęszczało 10 proc. uczniów (12 proc. w 2008 roku), na lekcje językowe tylko 20 proc. (25 proc. w 2008 roku)[12]. Wydatki związane z nauką sprawiały kłopot 12 proc. ankietowanych (2009/2010)[13]. Każdy spadek procentowy uczestnictwa dzieci w  odpłatnych zajęciach pozaszkolnych czy korepetycjach, dla matek oznacza dodatkowe godziny poświęcane na te zadania w obrębie gospodarstwa domowego.

Podobne zagrożenie istnieje w obszarze usług opiekuńczych świadczonych na rzecz starszych i niesprawnych członków rodziny. Na przełomie 2009 i 2010 roku CBOS przeprowadził badania, z których wynika, że spośród blisko tysiąca badanych 25 proc. respondentów rezygnuje z kupowania niezbędnych leków, 27 proc. - z prywatnych wizyt u specjalistów, 16 proc. - z dodatkowej rehabilitacji, a 14 proc. - z pobytu w sanatorium[14]. Sprawa wygląda bardziej niepokojąco w odniesieniu do osób starszych. Deklarują oni, że ze względów finansowych 40 proc. z nich nie kupuje zapisanych przez lekarza leków, niemal połowa rezygnuje z płatnych wizyt u specjalistów, a 95 proc. nie jeździ do sanatoriów. Takie zaniedbania będą prowadzić do zwiększenia się zachorowalności i obniżonej sprawności fizycznej. Sytuacja jest analogiczna do opieki nad dziećmi – schorowanymi członkami rodziny będzie trzeba zająć się w domu, a kryzys w portfelach gospodarstw domowych nie pozwoli na skorzystanie z odpłatnej pracy pielęgniarki bądź pielęgniarza domowego.

Tendencja ta staje się wyraźna, kiedy prześledzimy odsetek biernych zawodowo kobiet w wieku produkcyjnym na przekroju lat. O ile w 2005 roku 29,4 proc kobiet (oraz 4,2 proc. mężczyzn) za przyczynę swojej bierności zawodowej uznało obowiązki rodzinne oraz związane z prowadzeniem domu, o tyle w II kwartale 2010 roku było ich widocznie więcej – 33,1 proc. (5,3 proc. mężczyzn)[15]. Liczba zarówno kobiet, jak i mężczyzn, którzy ze wskazanych powyżej powodów nie podejmują pracy, sukcesywnie rośnie w trakcie ostatniej dekady, są to jednak około ośmiokrotnie większe wartości w odniesieniu do kobiet. W 2003 roku problem ten dotyczył 1109 tys. kobiet, w 2005 roku - 1232 tys., w 2007 była to zbiorowość kobiet równoliczna z populacją Warszawy – 1425 tys.[16] Dane Głównego Urzędu Statystycznego można uzupełnić tegorocznym sondażem CBOS na temat wolnego czasu Polaków. Wynika z niego, że ponad dwie trzecie pracujących kobiet (69 proc.) ma bardzo mało czasu wolnego, takiego samego zdania jest nieco ponad połowa pracujących mężczyzn (53 proc.). Wśród mężczyzn bez pracy ponad połowa (52 proc.) ocenia, że ma dużo czasu wolnego; wśród niepracujących kobiet jest to 32 proc.[17].

Można na tej podstawie wysunąć tezę, że mniejsza ilość wolnego czasu u kobiet jest spowodowana większą i jak pokazują badania bierności zawodowej, rosnącą ilością obowiązków w gospodarstwach domowych. Zestawiając to zarówno z opiniami Polaków na temat stosunku do pracy zawodowej kobiet[18], jak i z ekonomicznym wymogiem pracy dwojga osób w gospodarstwach rodzinnych, można przypuszczać, że nie są to swobodne wybory kobiet. Część reprezentantek tej grupy prawdopodobnie zwyczajnie nie stać na odpłatną opiekę nad osobami zależnymi, co w zestawieniu z niechęcią pracodawców do zatrudniania kobiet zmusza je do pozostania w domach.

Dodatkowo na niezbyt dobrą sytuację polskich matek wpływa mała liczba przedszkoli i dramatycznie mała – żłobków. W Polsce w 2009 roku działało 8 358 przedszkoli (bez przedszkoli specjalnych) oferujących miejsca dla 778 911 dzieci oraz 380 żłobków dla 30 614 dzieci[19]. Autorki raportu Kongresu Kobiet Polskich wskazują, że z największymi problemami borykają się rodzice mieszkający na obszarach wiejskich: „Zaledwie 2% dzieci w wieku do lat 3 może skorzystać ze żłobka lub przedszkola, podczas gdy w Szwecji, Belgii, Holandii więcej niż 40%, a cel strategii lizbońskiej to nie mniej niż 33% w każdym unijnym kraju.”[20]. Choć kryzys nie zahamował powstawania nowych placówek, jednak wciąż mamy do czynienia z poważnym deficytem.

Wzrost kosztów życia

Gorszą sytuację materialną gospodarstw domowych mogą potęgować podwyżki cen wielu artykułów konsumpcyjnych. Najbardziej dotkliwe pozostają stale rosnące koszty energii. W latach 2008 – 2009 ceny energii elektrycznej w Polsce wzrosły o 17,9 proc., podczas gdy w UE spadły średnio o 1,5 proc.. Według danych porównawczych Eurostatu, jeśli uwzględni się siłę nabywczą złotego to koszty energii w Polsce należą do największych w całej Unii Europejskiej (relatywnie drożej jest tylko na Węgrzech). Podobnie z gazem - w Polsce podwyżka cen wyniosła 5,8 proc., podczas gdy surowiec ten staniał w UE aż o 16 proc. (w stosunku do siły nabywczej cena gazu jest wyższa tylko w Szwecji)[21]. W kontekście kondycji finansowej gospodarstw domowych – możemy zminimalizować korzystanie z mediów (używać mniej wody, pilnować, aby światło było wyłączone, obniżyć temperaturę grzejnika), ale dla normalnego życia znacząco z nich zrezygnować nie możemy.

Konsekwencje tego są widoczne w rozkładzie wydatków gospodarstw domowych zbadanych w 2009 i 2010 roku przez GUS. O ile w globalnych budżetach domowych zmalała proporcja wydatków na żywność i napoje bezalkoholowe (w 2009 roku w stosunku do 2008 – - 0,9 proc., w 2010 roku w stosunku do 2009 roku – - 0,5 proc.), to zwiększyły się koszty użytkowania mieszkania i nośników energii (odpowiednio - +0,4 proc. i +0,7 proc.). Wg badania budżetów gospodarstw domowych w 2009 roku, we wszystkich grupach społeczno – ekonomicznych łączny udział wydatków na użytkowanie mieszkania lub domu i nośniki energii wzrósł ogółem o 0,8 proc. (w tym na energię elektryczną o 0,6 proc.). W stosunku do całości wydatków na żywność, napoje bezalkoholowe oraz stałe opłaty mieszkaniowe opłaty te stanowiły 55,8 proc. w grupie o najniższych dochodach, 52,7 proc. - w gospodarstwach pracowników, 51,1 proc. - w gospodarstwach emerytów i rencistów[22]. Jednocześnie prawie co piąta osoba wskazała, że zapłata za świadczenia mieszkaniowe jest dla niej problemem[23]. Opłaty te mogą być szczególnie dotkliwe dla rodzin niepełnych, a jest to zarazem niemalże 20 proc. wszystkich gospodarstw rodzinnych. Nie trzeba znać statystyk, aby dostrzec, że są to przede wszystkim samotne matki (17,2 proc., por. 2,2 proc. samotni ojcowie).

O tym, że Polacy zaczęli oszczędzać na żywności świadczą badania wartości rynku spożywczego. W 2009 roku wyniósł on 223,5 mld złotych, to jest zaledwie o 0,4 procent więcej niż w roku ubiegłym (przy 1,7 proc. wzroście PKB), a gospodarstwa domowe nie dość, że kupowały mniej, to jeszcze nie mogły pozwolić sobie na takie same ilości produktów, jak w analogicznych okresach w latach poprzednich. Redakcja Money.pl do zmierzenia siły nabywczej średnich wynagrodzeń wykorzystała stworzone przez ten portal pojęcie koszyka wigilijnego. Składały się na niego m. in.: świeży karp, cukier, jaja, mleko, chleb, masło i szynka. W ubiegłym roku za średnią pensję mogliśmy ich kupić 60 sztuk, czyli o trzy zestawy mniej niż w roku 2008.[24]

Ciekawie także przedstawia się zestawienie dwóch różnych badań. Z jednej strony tegoroczne wyniki CBOSu wskazują, że przyglądając się wszystkim dziewięciu dziedzinom życia Polakom powodzi się znacznie lepiej niż w porównawczym roku 2002. 41 proc. badanych odpowiedziało, że nie stać ich na urlop czy wakacje dzieci (w 2002 r. - 60 proc.); 41 proc. respondentów zabrakło pieniędzy na kupno sprzętów domowych (w 2002 r. - 58 proc.).[25] Z drugiej strony wg InfoMonitor Biuro Informacji Gospodarczej obecne zadłużenie gospodarstw domowych sięga 12 miliardów złotych i stale rośnie. Łączna kwota niespłaconych długów w trakcie III kwartału 2010 roku wzrosła o 71 proc., czyli o 2,18 miliarda złotych. Dla porównania rok temu liczba ta wzrosła o 44 proc.. W ciągu ostatnich trzech miesięcy przybyło 105 tysięcy osób, które zalegają z rachunkami i kredytami, co daje ogółem półtora miliona Polaków nie spłacających swoich zobowiązań. Przyczyną, na jaką wskazują analitycy rynkowi jest wzrost bezrobocia i cięcia płac.[26] W obliczu tych ostatnich danych można wysunąć hipotezę, że Polacy uniknęli ograniczenia wydatków zaciągając kredyty konsumpcyjne. Ten pozorny dobrobyt w dłuższej perspektywie będzie dla gospodarstw domowych katastrofalny, gdyż banki naliczają dodatkowe odsetki za nieterminową spłatę i tak już obciążających kredytów. Dla zadłużonych rodzin oznacza to spadek stopy życiowej, dla osób pracujących w domu (w większości kobiet) przejmowanie jeszcze większej ilości obowiązków w wyniku domowych oszczędności.

Na czym państwo zaciska pasa?

Pierwszym analizowanym w niniejszym artykule obszarem są dochody i wydatki gospodarstw domowych, jednak równie ważne są decyzje podejmowane w obliczu kryzysu finansowego przez instytucje publiczne. Mają one bezpośrednie przełożenie na codzienne życie obywateli i obywatelek. Od przyjętych przez decydentów rozwiązań zależy, którym grupom każe się „łatać” dziurę budżetową.

Spowolnienie gospodarcze jest wyraźnie widoczne w stanie finansów publicznych. "Wszyscy wiedzą, że deficyt sektora finansów publicznych wyniesie w tym roku trochę ponad 100 mld zł" – komentował pod koniec września minister finansów Jacek Rostowski[27]. Kwota deficytu wzrasta w stosunku do roku ubiegłego – w 2009 roku było to 7,1 proc. w stosunku do PKB, w roku 2010 będzie oscylowało w okolicach 8 proc.. Rząd zarzuca samorządom lokalnym, że to właśnie one są w znacznym stopniu odpowiedzialne za ten ujemny bilans i pokaźną kwotę długu publicznego[28]. Z danych resortu finansów wynika, że zadłużenie samorządów lokalnych na koniec 2009 r. wyniosło 40,3 mld zł, co oznacza 40 proc. wzrost w porównaniu z 2008 r.[29]

Nienajlepsza kondycja samorządów wynika z dwóch głównych powodów. Po pierwsze mieszkańcy i mieszkanki przekazują do samorządowych budżetów mniejsze niż w latach ubiegłych kwoty podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT) i od osób prawnych (CIT) oraz od  czynności cywilnoprawnych[30]. Spadły także wpływy ze sprzedaży mienia komunalnego[31]. Po drugie samorządowcy nie chcą rezygnować z inwestycji unijnych, które przecież wymagają znacznego wkładu własnego ze środków publicznych (często pozyskiwanego w formie kredytów). Zwłaszcza przed wyborami samorządowymi żaden obecny decydent nie zrezygnuje z przecinania wstęg przy otwarciu nowo – powstałych, spektakularnych inwestycji.

Na czym zatem oszczędzają instytucje samorządowe? Przyjrzyjmy się poszczególnym posunięciom władz samorządowych różnego szczebla w województwie mazowieckim.

Największe emocje wzbudziły decyzje finansowe Mazowieckiego Urzędu Marszałkowskiego, związane z radykalnymi cięciami dotacji dla organizacji pozarządowych. W tym roku zarząd województwa cofnął środki, które były już przyznane organizacjom. Marek Miesztalski, wojewódzki skarbnik tłumaczył, że ze względu na malejące wpływy z podatku od firm (stanowią one 80 proc. dochodów regionalnego budżetu) oraz dużą kwotę tzw. „janosikowego” czyli dotacji na rzecz biedniejszych regionów, środki przeznaczone dla fundacji i stowarzyszeń muszą zostać zmniejszone o blisko 66 proc. (z 10 mln zł planowanych na ten cel pozostanie 3,4 mln zł) (źródło). Co więcej projekt budżetu na 2011 rok nie przewiduje żadnych środków na zadania zlecone realizowane przez III sektor. Co to oznacza w praktyce? Większość dotacji trafiała do organizacji zajmujących się pomocą społeczną. Ich główni beneficjenci to osoby o różnych rodzajach niepełnosprawności, cierpiący na nieuleczalne choroby, uzależnieni i ich rodziny. W ramach projektów finansowanych z wojewódzkich środków miały zostać zorganizowane m. in. kursy komputerowe i językowe dla niewidomych, zajęcia rehabilitacyjne i terapeutyczne dla dzieci z porażeniem mózgowym, warsztaty dla rodziców uzależnionej młodzieży, wyjazdy rehabilitacyjne i szkolenia zawodowe dla niepełnosprawnych. Marszałek województwa – Adam Struzik tłumaczył sytuację zapaścią ekonomiczną[32]. Z tego powodu zwrócił się o pomoc finansową do Ministerstwa Finansów. Odpowiedź resortu była jednak negatywna. Uzasadniono ją między innymi rozrzutnością województwa w innych obszarach, m. in. 10 proc. wzrostem wynagrodzeń urzędników względem 2009 roku[33]. Urząd Marszałkowski kontynuuje także kampanię promocyjną regionu, a na początku roku zamówił kosztowną akcję bilbordową i spoty telewizyjne. „Wiadomo, że w kryzysie najpierw tnie się promocję, ale widać u marszałka jest inaczej - komentowała Agnieszka Zowczak, reprezentantka Federacji "Mazowia" zrzeszającej mazowieckie organizacje pozarządowe pracujące w obszarze pomocy społecznej - To kompromitacja, niszczenie zaufania do instytucji publicznej”[34].

Redukcja wydatków nie ominęła także stolicy. W budżecie Warszawy na 2010 rok w porównaniu z rokiem poprzednim na ochronę zdrowia i pomoc społeczną przeznaczono 14,2 mln zł mniej[35]. Z kolei w urzędach wojewódzkich – jednostkach terenowych administracji rządowej  wprowadzono programy oszczędnościowe. Urzędy na początku 2009 roku musiały dostosować się do wytycznych MSWiA w zakresie zmniejszenia wydatków. Większość wojewodów wymagane oszczędności na poziomie 10 proc. uzyskała dzięki cofnięciu środków przewidzianych na zakupy, usługi remontowe, usługi informatyczne i podróże służbowe. Niektóre  województwa zdecydowały się także na cięcia w polityce społecznej, w tym  woj. mazowieckie – na kwotę 153 mln złotych[36]. Posunięcie to musiało się odbić na działalności placówek pomocy społecznej w gminach i powiatach Mazowsza[37]. Prawdopodobnie na decyzji takiej straciły różne grupy beneficjentów, poniżej skupię się tylko na jednej z nich – na osobach o różnych rodzajach niepełnosprawności[38].

W województwie mazowieckim w 2004 roku odsetek takich osób w całej populacji wynosił 13,3 proc.[39], a liczba zarejestrowanych niepełnosprawnych powyżej 15 roku życia to 561 285[40]. Przedstawicielka Mazowieckiego Stowarzyszenia na rzecz Dzieci i Młodzieży z Mózgowym Porażeniem Dziecięcym – organizacji, której Urząd Marszałkowski cofnął przyznaną dotację, stwierdziła: „Dla nas 13 tys. zł [cofniętej dotacji] to dużo. To 300 godzin zajęć rehabilitacyjnych. Cięcia to wielka krzywda dla dzieciaków, bo rodziców nie stać, by iść z nimi na rehabilitację prywatnie.”[41] W Polsce korzystanie z komercyjnych usług zdrowotnych jest sporym wydatkiem nawet dla średnio zarabiającej rodziny. Tymczasem ostatnie badania GUS wskazują, że miesięczny dochód rozporządzalny gospodarstw domowych, w których skład wchodzą osoby niepełnosprawne jest mniejszy od przeciętnej krajowej o ok. 16,6 proc., i znacząco mniejszy w porównaniu z gospodarstwami bez osób niepełnosprawnych – o ok. 20,5 proc. (w przeliczeniu na jedną osobę). Kwota rozporządzalnego dochodu dla gospodarstw z osobami niepełnosprawnymi wynosi średnio 929 zł, podczas gdy w gospodarstwach bez osób niepełnosprawnych wynosi ok. 1169 zł na 1 osobę[42].

Zdesperowani swoją sytuacją materialną rodzice osób niepełnosprawnych postanowili zdecydowanie, za pomocą blokad ulicznych zacząć walczyć o godne życie dla siebie i swoich bliskich. We wrześniu i październiku pikietowali przed budynkiem Kancelarii Premiera. Protestowali przeciwko bardzo niskim świadczeniom pielęgnacyjnym, za które najzwyczajniej trudno przeżyć. Jedna z uczestniczek akcji tłumaczyła: „Zasiłek pielęgnacyjny dla osoby niepełnosprawnej wynosi 153 zł; zarówno dla takiej osoby, jak mój syn, który leży i potrzebuje 24-godzinnej opieki, jak i dla osoby po złamaniu nogi w wypadku. Rentę socjalną dziecko niepełnosprawne otrzymuje dopiero wtedy, kiedy ukończy 18 lat. Świadczenie pielęgnacyjne też jest niskie, wynosi niewiele ponad 500 zł.  Wyliczono, że najniższe uposażenie, aby móc w Polsce egzystować, to 800 zł. Jak to się ma do tego to, co otrzymują nasze dzieci? – pyta.”[43] W zamyśle ustawodawców zasiłek ten miał być rekompensatą dla rodzica, który zaprzestał pracy zarobkowej, aby opiekować się chorym dzieckiem. W kontekście tych kwot nie dziwi napis trzymany przez jedną z protestujących: „Zamienię zasiłek pielęgnacyjny na dniówkę poselską”.

Jakie przełożenie mają te „antykryzysowe” posunięcia polityków i urzędników na sytuację pełnosprawnych i zdrowych kobiet? Kiedy pojawia się niepełnosprawne dziecko to zazwyczaj matki rezygnują z pracy, aby móc się nim opiekować. Nierzadko zdarza, że mężowie i partnerzy nie wytrzymują napięcia oraz nowej sytuacji życiowej i porzucają rodziny. Bez ani jednej osoby przynoszącej comiesięczną wypłatę jest jeszcze ciężej. W jakiej sytuacji stawiają te kobiety decydenci, pozbawiając ich możliwości wysłania dziecka na bezpłatny turnus rehabilitacyjny – być może jedynej szansy na odpoczynek od ciężkiej i nieprzerwanej pracy? Albo na zajęcia dodatkowe, w czasie których matka może mieć chwilę wytchnienia? Oczywiście, zapewne znajdą się i takie rodziny, które stać na opiekuna medycznego, jednak większość rodziców (kobiet) jest zmuszona samodzielnie przeprowadzać w domu ćwiczenia rehabilitacyjne, obsługiwać respirator czy rozmasowywać odleżyny. Istnieje przy tym ogromne ryzyko, że większość z tych osób, zwłaszcza samotnych matek, jest skazana na postępujące ubóstwo. Składka emerytalna, która jest odkładana w ramach świadczenia pielęgnacyjnego jest równie symboliczna, co samo świadczenie[44]. Tymczasem, mimo że jeszcze nikt nie zdobył się na wycenę pracy opiekuńczej i pielęgnacyjnej świadczonej w domu na rzecz osoby niesprawnej, z pewnością byłaby to znacznie większa kwota, niż aktualna wielkość zasiłku i świadczenia pielęgnacyjnego (niecałe 700 zł).[45]

Wnioski

Obserwując konsekwencje kryzysu i przyjętą w jego obliczu politykę władz Mazowsza ma się wrażenie, że działa tu efekt domino. Wszystko zapoczątkował w 2008 roku krach na amerykańskim rynku nieruchomości, jednak ostatnie ogniwo tej układanki wkrada się w codzienne życie matek opiekujących się niepełnosprawnymi dziećmi. Tym samym decyzje decydentów powiększają rozwarstwienie dochodowe, różnice w stopie życiowej pomiędzy biednymi i bogatymi grupami obywateli, feminizację ubóstwa oraz oddalają Polskę od standardów spójności społecznej.  Co więcej przez cięcia finansowe w polityce społecznej zmniejsza się szanse pewnej części osób niepełnosprawnych i chorych na skuteczną rehabilitację i podjęcie pracy, chociażby w zakładach pracy chronionej. To z kolei sprawi, że będą oni dla państwa jeszcze większym ciężarem po śmierci prawnych opiekunów.

Na kryzys w sferze ekonomii opieki warto także spojrzeć przez pryzmat straconych szans. Kobiety mają więcej obowiązków w ramach gospodarstwa domowego, zajmując się osobami zależnymi oraz wykonując prace porządkowe. Można zatem postawić pytanie, z jakich aktywności zrezygnowały w wyniku recesji gospodarczej. Być może część z nich poświęciłaby ten czas na podnoszenie kwalifikacji zawodowych, uczestnictwo w szkoleniach, samodzielną naukę języka czy kurs prawa jazdy. Być może postanowiłyby zaangażować się w życie publiczne i wpłynąć na kształt polityk lokalnych poprzez uczestnictwo w sesjach rady miasta, pracę w Radzie Osiedla czy objęcie funkcji sołtyski. Być może spędziłyby ten czas na aktywności społecznej i kulturalnej. A być może najzwyczajniej zdecydowałyby się na odpoczynek i regenerację, chociażby przez telewizorem. Co tym samym potencjalnie utraciły? Możliwość otrzymania lepszej pracy, zwiększenia zarobków, awansowania? Szansę na budowanie sieci relacji i zwiększenie kompetencje społecznych? Dobre samopoczucie po zasłużonym wypoczynku? Niestety brak danych w tym obszarze nie pozwala głębiej przyjrzeć się, jakie będą długofalowe skutki przesuwania odpowiedzialności za kryzys z państwa w sferę prywatną – tak dla kobiet, dla społeczności lokalnych, jak i dla całego społeczeństwa.

Trudność w analizach ekonomicznych sprawia także fakt, że usługi wcześniej wykonywane odpłatnie przez korepetytorki/rów, pielęgniarki/ pielęgniarzy domowych, opiekunki/ opiekunów medycznych czy osoby sprzątające często świadczone są w szarej strefie. Trudno zatem oszacować ilość osób, która w wyniku kryzysu straciła w tych zawodach pracę.

Niemniej z całą pewnością można stwierdzić, że w kryzysie w obszarze pracy opiekuńczej i edukacyjnej kobiety tracą podwójnie. Gospodarstwa domowe zaciskają pasa tam, gdzie same są w stanie zaspokoić swoje potrzeby nakładem nieodpłatnej pracy swoich członkiń. Kto wcześniej wykonywał te zadania w ramach usług komercyjnych? Analizując rozkład płci w takich zawodach jak nauczyciel/ nauczycielka czy pielęgniarz/ pielęgniarka dostrzegamy, że są to przede wszystkim kobiety. Można zatem powiedzieć, że gdy kryzys obarcza kobiety kolejnymi obowiązkami w ramach gospodarstw domowych, inne z nich pozbawia dodatkowych dochodów w i tak już niskopłatnych zawodach[46].

Magdalena Chustecka

 

Kryzys_okladka_400Tekst ukazał się w książce Kobiety na "zielonej wyspie". Kryzys w Polsce a kwestie gender, wydanej przez Fundację FEMINOTEKA i Fundację Im. H. Boella. W publikacji różne autorki i autorzy analizują, w jaki sposób ogólnoświatowy kryzys ekonomiczny wpłynął na sytuację kobiet występujący w wielu rolach, jako pracownice, "matki - Polki", osoby samozatrudnione czy bezrobotne. Redakcji merytorycznej publikacji podjęli się prof. Tadeusz Kowalik i dr Zofia Łapniewska. W publikacji znajdują się teksty Julii Kubisy, Marty Trawińskiej, Magdaleny Chusteckiej, Natalii Saraty, Edwina Bendyka. Druga część publikacji poświęcona jest emeryturom kobiet. 33 zebrane opowieści kobiet o emeryturach skomentowała Irena Wóycicka. Cały raport w wersji elektronicznej jest dostępny na stronie:  http://www.feminoteka.pl/downloads.php?cat_id=10.  Wersję drukowaną można zamówić pisząc na adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 


Przypisy:

[1]    B. Górski „Polska zieloną wyspą gospodarczą”, 21.12.2009, http://www.tvn24.pl/28439,1634894,0,1,polska-zielona-wyspa-gospodarcza,wydarzenia2009.html, data dostępu: 06.10.2010

[2] Wg danych Eurostatu w 2009 roku wzrost PKB w Polsce względem roku poprzedniego wynosił 1,7%. Tym samym w Europie byliśmy jedynym krajem z wynikiem dodatnim. Średnia PKB dla całego obszaru UE była ujemna (-4,2%), ekstremalny spadek odnotowała Łotwa (18%), Litwa (14,7%) i Estonia (13,9%). Wynik Niemiec to -4,7%, Wielkiej Brytanii -5%, a Francji -2,6%. Stopa bezrobocia           w Polsce w końcu roku 2009 r. wynosiła 9,1%, na Łotwie blisko 20%, w Hiszpanii – 19%, we Francji – 9,8%. [Real GDP growth rate -

http://epp.eurostat.ec.europa.eu/tgm/table.do?tab=table&init=1&plugin=1&language=en&pcode=tsieb020, data dostępu: 24.10.2010; Harmonised unemployment rate by gender -

http://epp.eurostat.ec.europa.eu/tgm/table.do?tab=table&language=en&pcode=teilm020&tableSelection=1&plugin=1, data dostępu: 24.10.2010]

[3] Ten krytyczny dyskurs wokół koncepcji i – co za tym idzie, wskaźników rozwoju społecznego został zapoczątkowany na forum międzynarodowym już w latach 70-tych. Przeciwnicy tradycyjnego podejścia argumentowali, że rozwoju nie można mierzyć wyłącznie wskaźnikiem PKB per capita, który nie uwzględnia chociażby różnic dochodowych, nierówności społecznych czy eksploatacji zasobów nieodnawialnych, za które będą płacić kolejne pokolenia. W wyniku tej debaty zaczęły być stosowane między innymi takie nowe wskaźniki, jak Human Development Index czy Basic Capabilities Index, które mierzą stopień zaspokojenia podstawowych potrzeb wszystkich członków i członkiń społeczeństwa. Standard życia określają takie czynniki jak kwestie związane z mieszkaniem, dostępem do żywności, czystej wody, służby zdrowia, lekarstw czy edukacji. [Jędrzej Witkowski „Ewolucja koncepcji rozwoju od końca II wojny światowej do roku 2000” [w:] „Dialogi o rozwoju”, Global Development Research Group, TEMAT NUMERU: Koncepcje rozwoju i ich aplikacje, Vol. 2008 Nr 02 ; ulotki informacyjne Social Watch]

[4] Termin ten odnosi się do szerszego pojęcia reprodukcji społecznej. Jak piszą autorki publikacji Gender i ekonomia opieki „Praca domowa przyczynia się do odtworzenia siły roboczej czy inaczej zdolności do pracy. Pracownicy wracają do domu wyczerpani pracą, oni/one same muszą zregenerować swoją zdolność do pracy, a w tym celu muszą jeść, spać, odpoczywać, zrobić zakupy czy wyprodukować produkty żywnościowe, zorganizować życie domowe, utrzymać zdrowie. Za większość tej emocjonalnej, fizycznej i umysłowej pracy odpowiadają kobiety”. W koncepcji tej pojęcie troski jest kluczowe z tego względu, że socjalizacja kolejnych pokoleń wymaga zaangażowania emocjonalnego ze strony opiekunów. [E. Charkiewicz „Ekonomia opieki i reforma systemu ochrony zdrowia” [w:] „Gender i ekonomia opieki”, red. E. Charkiewicz, A. Zachorowska – Mazurkiewicz, Warszawa 2009,  str. 124]

[5] „Zatrudnienie i wynagrodzenia w gospodarce narodowej w I kwartale 2010 r.”, Główny Urząd Statystyczny, Warszawa 2010, str. 15

[6] A. Titkow, D. Duch – Krzystoszek, B. Budrowska „Nieodpłatna praca kobiet. Mity, realia, perspektywy”, IFiS PAN, Warszawa 2004 ; „Budżet czasu ludności 1 VI 2003 - 31 V 2004”, Główny Urząd Statystyczny, Warszawa 2005 ; R. Siemieńska „Zarządzanie czasem – budżet czasu” [w:] „Krajowy System Monitorowania Równego Traktowania Kobiet i Mężczyzn. Raporty Eksperckie. Tom I.”, SCHOLAR, Warszawa 2006

[7] „Nieopłacana praca domowa – jak ją traktować, żeby skutecznie tworzyć podstawy opiekuńczego społeczeństwa?”, Instytut Spraw Obywatelskich, Łódź 2006, str. 8

[8] Pod koniec lat 90. XX w. oszacowano, że kobiety w miastach przeznaczają na pracę domową średnio 5,5 godziny dziennie, a na wsi – 6,5 godziny [B. Budrowska „Nieodpłatna praca kobiet i próby jej wyceny”, Instytut Filozofii i Socjologii PAN, str. 7, http://www.ekologiasztuka.pl/think.tank.feministyczny/readarticle.php?article_id=145, data dostępu: 24.10.2010]. Z kolei według danych z pierwszej dekady XXI wieku, wśród osób żyjących w związkach i posiadających dzieci do 6. roku życia kobiety poświęcają na pracę domową niemal 7 godzin dziennie, a mężczyźni 2 godziny 47 minut. [„Nieopłacana praca domowa – jak ją traktować, żeby skutecznie tworzyć podstawy opiekuńczego społeczeństwa?”, Instytut Spraw Obywatelskich, Łódź 2006, str. 8]

[9] A. Titkow, D. Duch - Krzystoszek „Niejednoznaczny status pracy domowej kobiet” [w:] „Raport. Kongres Kobiet Polskich 2009”, Warszawa 2009, str. 44

[10] A. Titkow, D. Duch – Krzystoszek, B. Budrowska „Nieodpłatna...”, op. cit., str. 220

[11] R. Siemieńska „Zarządzanie...”, op. cit., str. 640

[13] W. Szacki „Polacy mają więcej mimo kryzysu”, Gazeta Wyborcza 07.04.2010

[14] „Polacy oszczędzają na zdrowiu”, PAP, 4 stycznia 2010, http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Polacy-oszczedzaja-na-zdrowiu,wid,11822485,wiadomosc_prasa.html?ticaid=1b209, data dostępu: 11.10.2010. Warto zwrócić uwagę, że zjawisko to nie jest neutralne ze względu na płeć także z innego powodu. Wraz z upływem lat cierpimy na większą ilość dolegliwości, potrzebujemy intensywniejszej opieki lekarskiej oraz większej ilości leków. Tymczasem statystyczna kobieta w Polsce żyje średnio o 8 lat dłużej od statystycznego mężczyzny. Oznacza to, że w kolejnych przedziałach wiekowych przybywa kobiet.

[15] „Kwartalna informacja o aktywności ekonomicznej ludności. II kwartał 2010 roku”, Główny Urząd Statystyczny, materiał na konferencję prasową w dniu 24.09.2010 r., str. 12

[16] „Aktywność ekonomiczna ludności Polski w latach 2003–2007”, Główny Urząd Statystyczny, Warszawa 2009, str. 160

[17] „Kobiety mają bardzo mało czasu dla siebie, mężczyźni często pracują w weekendy”, 05.10.2010, http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/kobiety-maja-bardzo-malo-czasu-dla-siebie-czesto-pracuja-w-weekendy, data dostępu: 11.10.2010

[18] „Badania CBOS mówią, że w okresie 1993–2006 wzrósł z 28% do 46% odsetek kobiet uważających, że praca zawodowa kobiety przynosi więcej korzyści niż strat jej życiu rodzinnemu, a co trzecia kobieta (34%) nie zrezygnowałaby z pracy zawodowej, by w większym stopniu zająć się domem i dziećmi, nawet w sytuacji, gdy mąż zarabiałby wystarczająco dużo, aby utrzymać rodzinę.” A. Titkow, D. Duch - Krzystoszek „Niejednoznaczny status pracy domowej kobiet” [w:] „Raport. Kongres Kobiet Polskich 2009”, str. 38

[20] J. Sawicka „Sytuacja kobiet wiejskich na rynku pracy i w rolnictwie” [w:] „Raport. Kongres Kobiet Polskich 2009”,

Warszawa 2009, str. 33

[22] „Budżet gospodarstw domowych w 2009 roku”, GUS, Warszawa 2010, str. 41 – 42

[23] W. Szacki „Polacy mają więcej mimo kryzysu”, Gazeta Wyborcza, 07.04.2010

[25] Badacze CBOS zadali respondentom i respondentkom następujące pytanie „Czy w ciągu ostatnich dwunastu

miesięcy zdarzyło się Panu(i) lub w Pana(i) gospodarstwie domowym, że nie starczyło pieniędzy na: wydatki związane z wypoczynkiem, urlopem lub wakacjami, feriami dzieci ; zakup sprzętu i rzeczy do wyposażenia

domu ; wydatki związane z życiem kulturalnym (zakup książek, czasopism, biletów do teatru, na koncert itp.) ; wydatki związane z leczeniem ; zakup ubrania, butów ; pokrycie świadczeń mieszkaniowych (stałe opłaty, czynsz, koszty wynajmu itp.) ; zakup żywności ; zakup środków czystości, wydatki na higienę osobistą ; wydatki związane z nauką, kształceniem. [„Poziom życia Polaków”, Centrum Badania Opinii Społecznej, Warszawa 20010, str. 8]

[27] „Rostowski: Deficyt sektora finansów publicznych przekroczy 100 mld zł”, 22.09.2010, http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,8409236,Rostowski__Deficyt_sektora_finansow_publicznych_przekroczy.html, data dostępu: 13.10.2010

[28] „Rostowski...”, op. cit.

[29] „Budżety łatane długiem”, Rzeczpospolita, 14.04.2010

[30] Ministerstwo Finansów szacuje, że wykonanie wpływów z podatków dochodowych na koniec 2010 roku będzie niższe, niż określono w ustawie budżetowej. Wpływy z CIT na koniec roku mają wynieść 21,9 mld zł, czyli o 4,4 mld zł mniej, niż zakładano. Wpływy z PIT wyniosą 36 mld zł, a więc o 85 mln zł mniej [„Mniejsze wpływy z podatków uderzą w samorządy”, 30.09.2010, http://www.portalsamorzadowy.pl/prawo-i-finanse/mniejsze-wplywy-z-podatkow-uderza-w-samorzady,8651.html, data dostępu: 24.10.2010]

[31] Jak podała redakcja „Parkietu” całkowite dochody jednostek samorządu terytorialnego w 2009 roku wyniosły 158,7 mld zł, czyli 97,6 % planu (A. Kurowska „Ogromne potrzeby finansowe miast”, 14.04.2010).

[32] D. Olszewska, J. Fusiecki „Województwo mazowieckie tnie budżet do kości”, Gazeta Wyborcza 21.05.2010

[33] Ten powszechny problem podkreślił w wywiadzie dla Gazety Prawnej Bogusław Grabowski, były członek Rady Polityki Pieniężnej, dziś członek Rady Gospodarczej przy premierze: „W czasie, gdy rząd zamraża wzrost płac [dla administracji rządowej], wynagrodzenia urzędników samorządowych wzrastają o 8 %. A jest ich dwa razy więcej niż w administracji rządowej. [„Samorządy zagrażają budżetowi”, Gazeta Prawna 07.09.2010]

[34] W. Karpieszuk, J. Fusiecki „Struzik daje i zabiera. Cofnięto wszystkie dotacje”, Gazeta Wyborcza 28.05.2010

[36] Pozostałe województwa, które zdecydowały się na cięcia w pomocy społecznej to: woj. śląskie, woj. podkarpackie (100 mln zł), woj. pomorskie (80 mln zł).

[37] P. Skwirowski „Zaczyna się zaciskanie pasa. Po części warunkowe”, 11.10.2010, http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,8496766,Zaczyna_sie_zaciskanie_pasa__Po_czesci_warunkowe.html, data dostępu: 13.10.2010

[38] Oprócz już wprowadzonych restrykcji w wydatkach państwa, szykują się następne zmiany, które – o ile zostaną przyjęte - będą godzić w gorzej sytuowane rodziny mające na utrzymaniu dzieci. W październiku Ministerstwo Finansów złożyło na ręce rządu projekt nowelizacji ustawy o finansach publicznych. Dokument zakłada, że jeśli dług publiczny przekroczy 55% PKB, zlikwidowana zostanie m. in. ulga na dzieci. Szacuje się, że po wycięciu tej ulgi prorodzinnej podatnikom ubędzie z portfeli nawet 1,1 tys. zł na każde dziecko.

[39] Procentowy rozkład tej populacji wg kategorii schorzenia to: uszkodzenia i choroby narządu ruchu – 43,9%, narządu wzroku – 26,5%, narządu słuchu – 11,6%, schorzenia układu krążenia – 46,6%, schorzenia neurologiczne – 26,5%, schorzenia psychiczne – 7,1%, upośledzenie umysłowe – 1,4%, inne schorzenia – 25,2%). [„Stan zdrowia ludności Polski w przekroju terytorialnym w 2004 r.”, Główny Urząd Statystyczny, Warszawa, 2007, str. 30 – 31

[40] „Narodowy Spis Powszechny Ludności 2002”, Główny Urząd Statystyczny, Warszawa, 2003, Bank Danych Regionalnych - http://www.stat.gov.pl/bdr_n/app/dane_podgrup.nowe_okno?p_zest_id=863601&p_typ=HTML, data dostępu: 24.10.2010

[41] W. Karpieszuk, J. Fusiecki „Nie będzie pieniędzy na pomoc niepełnosprawnym?”, Gazeta Wyborcza 06.10.2010

[42] „Budżet gospodarstw domowych w 2009 roku”, Główny Urząd Statystyczny, Warszawa, 2010, str. 41

[43] P. Stanisławski „ Rodzice dzieci z niepełnosprawnością zapowiadają kolejne protesty”, http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/74654, data dostępu: 13.10.2010

[44] Z tego powodu jednym z postulatów zaprezentowanych w trakcie protestu było uznanie opieki nad dzieckiem z niepełnosprawnością za dokładnie wycenioną pracę zawodową. Jest to koncepcja, która mieści się w szerszym żądaniu świadczeń emerytalnych za nieodpłatną pracę kobiet wykonywaną w gospodarstwach domowych.

[45] P. Stanisławski „ Rodzice...”, op. cit.

[46] Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w takich sfeminizowanych branżach jak edukacja oraz ochrona zdrowia i pomoc społeczna wynosi 93% średniej krajowej. Wartości te są jeszcze niższe, jeśli weźmiemy pod uwagę osobne grupy zawodowe - pielęgniarki i położne zarabiają 90% średniej krajowej,  pracownice pomocy społecznej i pracy socjalnej – zaledwie 70%. obliczenia własne na podstawie: „Struktura wynagrodzeń według zawodów w październiku 2008 r.”, Główny Urząd Statystyczny, Warszawa 2009, str. 83, 84, 245 ]