Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Euforia bankruta

  • Dział: Społeczeństwo

grobelny2Budżet poznańskich instytucji opiekuńczo-wychowawczych nie zostanie zwiększony przez następne kilka lat ponieważ miasto pogrążone jest w głębokim kryzysie gospodarczym – napisał wiceprezydent Poznania w piśmie do pracownic publicznych żłobków, za jedną z głównych przyczyn załamania finansów miasta podając wprowadzenie ulg rodzinnych.

Podobnego zdania jest Prezydent Ryszard Grobelny, który podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach oświadczył, że to nie olbrzymie zadłużenie miasta jest problemem samorządów, a fakt, że przez wprowadzenie ulg na dzieci "system, który był dobry i dobrze funkcjonował, został popsuty. Wskutek dokonanych zmian gminy zostały wybite ze stanu równowagi finansowej”. Prezydent dodał, że "oczywiście mogliśmy straty z tytułu ulg prorodzinnych zrównoważyć, ale to odbyłoby się kosztem zaplanowanych wcześniej inwestycji".

W 2011 r. łączny budżet samorządów wynosił ok. 170 mld zł. Jak podaje Ministerstwo Finansów w tym samym roku z powodu ulg rodzinnych do budżetów nie wpłynęło łącznie ok. 6 mld zł. Tymczasem rok wcześniej tylko firmy działające w Specjalnych Strefach Ekonomicznych uzyskały zwolnienia z podatku na kwotę przekraczającą 7 mld zł. Kolejne miliardowe ulgi otrzymał sektor finansowy. Podczas gdy najwięcej pieniędzy na zwolnieniach podatkowych zyskuje biznes, Grobelny za kryzysogenne uznał przede wszystkim ulgi dla rodzin z dziećmi. Komunikat płynący z ust prezydenta jest jasny, całkowity koszt reprodukcji społecznej mają ponosić przeciętni mieszkańcy, ulgi powinny natomiast przysługiwać wyłącznie elitom biznesowym. W ten sposób władze określają rolę sektora finansów publicznych oraz myślą o zarządzeniu miastami.

Kryzys opieki

Skrytykowane przez Grobelnego ulgi rodzinne to jeden z nielicznych instrumentów wsparcia mieszkańców posiadających dzieci. Osoby uprawnione do tego rodzaju zwolnień, mogą odliczyć od podatku 96 zł miesięcznie za każde wychowywane dziecko. To bardzo niewiele biorąc pod uwagę obecne koszty utrzymania. Jednocześnie, w wyniku zadłużenia miast, władze ograniczają dostęp do podstawowych zasobów publicznych, takich jak szkoły, szpitale, domy kultury, stołówki, przedszkola, czy komunikacja miejska. W tym roku znacznie zmniejszono wydatki na seniorów oraz rehabilitację społeczną i zawodową niepełnosprawnych. Największy kryzys zaobserwować można jednak w sferze opieki instytucjonalnej dla dzieci do lat 3. Według danych Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych w Polsce jedynie 2% dzieci w tym wieku ma zapewnioną opiekę żłobkową. To jeden z najniższych wskaźników w całej Europie. Dla porównania, w Dani wynosi on 56%, we Francji 43%, a w Szwecji 41%.

Powyższe dane pokazują, że system opieki w Polsce jest w katastrofalnym położeniu. Sytuacja wygląda podobnie w przypadku miasta uważanego za jedno z najlepiej rozwiniętych w kraju. W Poznaniu opieką żłobkową objęte jest jedynie 5% dzieci w wieku do lat 3. Nic w tym dziwnego, gdyż roczny budżet instytucji opiekuńczych dla najmłodszych to zaledwie 15 mln zł. Jednocześnie każdego roku ponad 20 mln zł. przeznacza się na promocję miasta, 18 mln zł. kosztowała natomiast wybudowana na czas mistrzostw UEFA EURO 2012, Strefa Kibica. Jednym ze skutków tak postawionych priorytetów jest odpływ mieszkańców do podmiejskich gmin oraz regres demograficzny.

Marginalizowanie oraz niedofinansowanie sektora opieki doprowadziło do powszechnie stosowanej przez kobiety odmowy rodzenia dzieci. Mimo pozornej równości płci, opieka oraz obowiązki domowe w dalszym ciągu traktowane są jak naturalna powinność kobiet, w której miasto nie jest zobligowane pomagać. Dlatego posiadanie potomstwa przy równoczesnym braku polityki socjalnej oraz zapaści w sektorze opiekuńczo-wychowawczym nierzadko oznacza dla kobiet dodatkowe godziny nieodpłatnej pracy, a niejednokrotnie konieczność zrezygnowania z pracy najemnej, kosztem znacznego uszczuplenia domowego budżetu. Ignorancja władz w tej kwestii oznacza także niskie wynagrodzenia kobiet zatrudnionych jako opiekunki, pielęgniarki, salowe, przedszkolanki itd. Samorządy określają bowiem wartość ich pracy zgodnie z logiką rynku, lekceważąc jej znaczenie dla rozwoju społeczności.

Mimo nacisków ze strony społecznej, władze Poznania nie zdecydowały się na dofinansowanie sektora opieki, aby w ten sposób odwrócić spadkowe tendencje demograficzne. Wręcz przeciwnie, podobnie jak w innych miastach na przełomie 2011 i 2012 r. zamknięto kilkanaście szkół, przedszkoli oraz Młodzieżowych Domów Kultury, wprowadzono podwyżki opłat za żłobki, a także zablokowano możliwość zwiększenia ich niewielkiego budżetu.

Równocześnie sporządzono plan prywatyzacji części przedszkoli oraz poznańskich żłobków publicznych, z czasem przekształcony w mglisty projekt uspołeczniania, który nigdy nie został przez urzędników skonkretyzowany i wyjaśniony. Zamysłem władz było przekazanie placówek opiekuńczo-wychowawczych organizacjom pozarządowym, przede wszystkim Fundacji Familijny Poznań. W ten sposób władze pozbywają się odpowiedzialności za utrzymanie niedochodowe instytucje. Protesty mieszkańców doprowadziły do odstąpienia władz od prywatyzacji żłobków. Niestety nie udało się to w przypadku przedszkoli. Za prywatyzację części placówek dla dzieci w wieku przedszkolnym płacą głównie zatrudnione w nich osoby. Przedszkolanki zostały bowiem pozbawione karty nauczyciela, zatrudniane są na umowę zlecenia, a ich pensje uzależnione zostały od dotacji i grantów, czyli pomocy finansowej o uznaniowym i niepewnym charakterze. W 2009 roku pracownice podpoznańskich ośrodków zarządzanych przez Familijny Poznań przez ponad 3 miesiące nie otrzymały wynagrodzenia. Kilkanaście z nich zdecydowało się odejść z pracy z powodu pogorszenia się warunków funkcjonowania placówek. Osoby z pozostałych przedszkoli należących do fundacji przyznają, że często dochodzi do sytuacji, w których ich pensje nie są wypłacane terminowo. Przerzucanie kosztów reprodukcji na gospodarstwa domowe oraz pracownice opieki związane z cięciami wydatków socjalnych, umożliwia transfer finansów, którego beneficjentami są firmy budowlane czy banki naciskające na spłatę kolejnych kredytów.

Inwestycje Prezydenta – dodatkowe finanse się nie znajdą

Redukcja wydatków związanych z opieką i edukacją, mająca miejsce w Poznaniu, wynika z olbrzymiego zadłużenia miasta. Obecnie dług publiczny Poznania wynosi ponad 1,5 mld zł, czyli 55% budżetu. Ponad to w kwietniu tego roku okazało się, że w budżecie brakuje ok. 100 mln zł na zrealizowanie i tak już bardzo ograniczonych zadań miasta związanych m.in z oświatą. Według części radnych oznacza to katastrofę finansową, którą rozwiązać mogą jedynie bardzo drastyczne cięcia. Jeśli szybko nie zostanie wprowadzony program naprawy finansów publicznych władzom grozi zarząd komisaryczny i przedterminowe wybory. Urzędnicy nie mają jednak do zaproponowania żadnych oszczędności bowiem, zgodnie z powszechnymi opiniami nie ma kolejnych możliwości cięcia miejskich wydatków.

W tym samym czasie kiedy budżetowi Poznania grozi kompletne załamanie, ulice ogarnia futbolowa euforia. Do rozpoczęcia mistrzostw Europy w piłce nożnej zostało zaledwie kilka dni. Wszyscy z niecierpliwością czekają, aż piłkarze obcych reprezentacji wybiegną na słynną poznańską murawę, której wielokrotna wymiana kosztowała 4 mln zł. Rozegrają się na niej trzy 1,5 godzinne mecze, ze względu na które dokonano wartej 750 mln zł modernizacji stadionu miejskiego.

Przygotowanie igrzysk piłkarskich Euro 2012 to kolejny przykład neoliberalnej polityki, która prowadzi do akumulacji zysku przez uprzywilejowany sektor finansowy, korporacje, inwestorów i związane z nimi elity polityczne, kosztem nieuprzywilejowanej większości. Władze Poznania przeznaczyły na organizację mistrzostw sportowych ok. 1 mld zł. Za tę cenę można by wybudować 11 tys. mieszkań komunalnych lub w ciągu następnych 10 lat opłacać ponad 6 tys. miejsc w żłobkach publicznych. Nie są to jednak priorytety obecnych włodarzy, którzy stawiają na pokaźne inwestycje, przynoszące sławę i poklask. Według Ryszarda Groblenego na rzecz Euro warto likwidować szkoły, znosić prorodzinne ulgi, a nawet doprowadzić miasto na skraj bankructwa. Za taką politykę zapłacą głównie niskodochodowe gospodarstwa domowe, a w szczególności pozbawione dostępu do instytucji opiekuńczo-wychowawczych dzieci i kobiety, zmuszane do życia w przekonaniu, że opieka to nie wspólne zobowiązanie społeczne, ale ich święty obowiązek. Za karnawał polityków będą musieli odpokutować mieszkańcy, na których przerzuca się całkowity koszt reprodukcji i funkcjonowania społeczeństw.


Skórcona wersja powyższego tekstu autorstwa Magdy Malinowskiej ukazała się 4 czerwca 2012 r. w magazynie Przekrój

grobelny